Dodaj jeszcze Google tag

Ułatwienia dostępu

„Tytuł Ambasadorki, to zaszczyt i zobowiązanie”. Rozmowa z Julitą Maciejewicz-Ryś

Julita Maciejewicz-Ryś jest jedną z trzech Ambasadorek obchodów Stulecia Gdyni. Wnuczka inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego na co dzień mieszka w Krakowie, ale jak sama przyznaje jest winna dziadkowi kultywowanie Jego pamięci i jest aktywną strażniczką jednego z Ojców Założycieli Gdyni. Dzisiaj przedstawiamy pierwszy wywiad z Ambasadorkami.

Co osobiście oznacza dla Pani tytuł Ambasadorki Stulecia Gdyni?

Tytuł Ambasadorki Stulecia Gdyni jest dla mnie zaszczytem, ale i pewnym zobowiązaniem. Wiem, że tytuł ten zawdzięczam głównie mojemu dziadkowi Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu, którego nazwisko jest nierozerwalnie związane z powstaniem portu i miasta Gdyni.

Jakie miejsce w Gdyni uznaje Pani za wyjątkowe i dlaczego?

Dla mnie, mieszkającej od prawie osiemdziesięciu lat w Krakowie i odwiedzającej Gdynię rzadko, ulubionym miejscem, które odwiedzam w Gdyni, gdy mam na to czas jest Skwer Kościuszki i Molo Południowe z zacumowanymi na Nabrzeżu Pomorskim ORP „Błyskawicą” i fregatą „Darem Pomorza”, której ojcem chrzestnym był w 1930 roku mój dziadek. Z wczesnego dzieciństwa spędzonego z dziadkami na Wybrzeżu pozostała mi fascynacja morzem. Uwielbiam obserwować jego zmienność w zależności od pory roku i pogody.

Co chciałaby Pani przekazać Gdyni i Gdynianom z okazji 100-lecia miasta?

Z okazji 100-lecia Gdyni życzę mieszkańcom i władzom aby odnaleźli w sobie ten sam zapał, entuzjazm i umiejętność wspólnego działania pierwszych budowniczych portu i miasta do rozwiązywania dzisiejszych problemów Gdyni. Jeżeli to się uda, to Gdynia będzie najsympatyczniejszym miejscem do życia w Polsce.

Jakie jest najmilsze wspomnienie związane z Pani dziadkiem?

Przez trzydzieści dwa lata towarzyszyłam dziadkowi, więc tych wspomnień jest dużo. Ale chyba najmilsze są te z czasów gdy dziadek wrócił do Polski po wojnie i razem z bratem zamieszkaliśmy z dziadkami w willi Claaszena w Sopocie (dziś Muzeum Sopotu). Dziadek jako szef Delegatury Rządu do Spraw Wybrzeża całe dnie organizował i koordynował prace przy odbudowie zniszczonych w czasie wojny i odzyskanych portów i miast. Do domu wracał zmęczony wieczorem, ale potrafił błyskawicznie zmieniać się w troskliwego dziadka. Przy wspólnej kolacji opowiadał nam codziennie, tworzoną na poczekaniu bajkę w odcinkach, której bohaterowie mieli imiona podobne do naszych i przeżywali niesamowite przygody, a ponieważ dziadek był człowiekiem dowcipnym, to tym opowieściom towarzyszyło dużo śmiechu.

Gdyby istniała możliwość przeniesienia się w czasie, co chciałaby Pani powiedzieć dziadkowi o przyszłości?

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, bardzo doceniam to, że dziadek starał się, aby te trudne dla wszystkich powojenne czasy, były przynajmniej dla wnuków czasem beztroskiego dzieciństwa.

Co według Pani jest dziś najważniejszym dziedzictwem Eugeniusza Kwiatkowskiego dla współczesnych Gdynian i dlaczego warto kultywować jego pamięć?

Nadanie tempa i rozmachu budowie portu w Gdyni przez Eugeniusza Kwiatkowskiego w 1926 roku, po objęciu przez niego funkcji ministra przemysłu i handlu, było silnym impulsem do przyspieszenia rozwoju miasta Gdyni. Mojemu dziadkowi udało się wykazać, że istnieje ścisła zależność pomiędzy kondycją portu i miasta i należy cały czas dbać, aby te relacje były najbardziej prawidłowe. Leży to nie tylko w interesie mieszkańców Gdyni , ale również całej Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Fotografia główna: Paweł Budziński